O autorze
Zawodowo adwokat. W wolnych chwilach zajmuję się filozofią prawa, etyką, filozofią społeczną i filozofią w ogóle.

Uważam, że światu potrzeby jest kolejny renesans. Nic jednak nie wskazuje, aby miał on nastąpić. Dlatego ze względnym spokojem oczekuję apokalipsy. W jej obliczu większość naszych problemów staje się pozorna. Dotyczy to również problemów prawa i filozofii. Przede wszystkim o tym ma być ten blog, a co z tego wyjdzie..., zobaczymy.

e-mail: jedrek.gasior@gmail.com

Zapraszam również na mój blog związany głównie z przyrodą miejską, problemami samorządności, społeczeństwa obywatelskiego, etc. gasiorowski.e-sochaczew.pl.

We władzy wisielca

We władzy wisielca, słowo/obraz terytoria
We władzy wisielca, słowo/obraz terytoria Fot. AG
Dzięki życzliwej pamięci Zbigniewa Mikołejki trafiła do moich rąk najnowsza książka profesora - "We władzy wisielca". Piszę o tym wydarzeniu ze sporym opóźnieniem – długo nie mogłem znaleźć odpowiedniej refleksji nad tą ciekawą pracą i ostatecznie chyba mi się to nie udało. Pomyślałem, że koniec końców najuczciwiej będzie napisać, za co cenię Zbigniewa Mikołejkę. Mam nadzieję, że przynajmniej dla niektórych z Państwa mój panegiryk będzie zachętą do sięgnięcia po książkę.

Po pierwsze za to, że w tej nieustającej światopoglądowej naparzance, jaką codziennie raczą nas media, nie opowiada się po którejś ze stron. Taką postawę wśród naukowców zajmujących się szeroko rozumianą humanistyką obserwujemy nie tak znowu często. Normą jest przemycanie sympatii do określonych grup, partii i koterii, a nierzadkie jest również zjawisko jawnego opowiadania się po której ze stron, czasami połączone z próbami bezpośredniego brania udziału w wydarzeniach. Nie jest to oczywiście postawa niegodna filozofa (czy innego myśliciela społecznego), ale bardzo często idzie ona w parze z prezentacją własnych poglądów na sprawę jako utrwalonego stanowiska nauki. Mikołejko takich rzeczy nie robi, a nawet jeśli się o nie otrze, to trudno dopatrzeć się w tym niechęci – cały czas obserwujemy świat chłodnym okiem naukowca. (Oko filozofia również może i powinno takie być.)



Po drugie za to, jak odnajduje się w mediach. Mikołejko wspaniale potrafi tę swoją medialną obecność wypośrodkować, to znaczy, nie przestając być fachowym i nie odchodząc od języka filozoficznego, nie nudzi; mówi zrozumiale, ale nie barbaryzuje i nie naciąga. Do tego, co tu dużo kryć, dysponuje odpowiednio medialnym image, który perfekcyjnie łączy srogość i niedostępność z mądrością i łagodnością.

Po trzecie wreszcie, cenię profesora za niezłomny pesymizm i niewiarę. Pesymizm i niewiarę, które w swojej istocie są jedynym możliwym optymizmem i jedyną możliwą wiarą, stanowiąc przeciwwagę dla naiwnego ateizmu, materializmu, antropocentryzmu i bałwochwalczej wiary w ludzkie możliwości. Czyli wszystkich tych wartości, w których codziennie tapla się popkultura. Zapewne gdzieś tutaj mieści się wisielec – „postać ze wszech miar dwuznaczna, najeżona niepokojącymi ambiwalencjami, znajdująca się w stanie nieustannej symbolicznej transformacji i zarazem transformację tę sprawiająca, zdolna do przemieszczeń i przebrań" (ze wstępu).

Wisielec jako antyteza naszej nieszczęsnej - pragnącej pewności, jednoznaczności i oczywistości - kultury. Serdecznie Państwu tę książkę polecam, jako dzieło naukowe i jako ucieczkę od iluzji, którymi raczy nas codzienność i które wnoszą w nasze życie tak wiele niepokoju.

PS Ponieważ Redakcja położyła nacisk na recenzencki aspekt mojego wpisu, godzi się go rozwinąć. Książka Mikołejki nosi podtytuł „Z dziejów wyobraźni Zachodu”. Być może jest to nazwa dłuższej serii, bo pod podtytułem znajdziemy również „1”. Myślę, że właśnie tego problemu dotyka najmocniej – naszej zbiorowej wyobraźni.

Pisząc moją niezwykle krótką jednozdaniową refleksję o książce potraktowałem wisielca jako antytezę współczesnej kultury. Być może niezgodnie z intencjami profesora. Być może to moja zupełnie nietrafiona wariacja. A jednak w wisielcu tkwi (jakaś) dość oczywista prawdziwość, czego nie można powiedzieć o (naszej obecnej) kulturze, której tezą, symbolem byłaby dzisiaj postać… celebryty. Podobnie jak postać wisielca mająca swoje liczne wariacje. Celebryty aktora, celebryty dziennikarza, celebryty polityka. Celebryta zdaje mi się z gruntu nieprawdziwy. Piszę o tym dlatego, że pojawiły się odmienne od mojej interpretacje książki Mikołejki. Wisielec rzeczywiście jest rodzajem przejścia, niejednoznaczności. Dzisiejsza kultura, choć dokonuje heroicznych wysiłków, żeby zachować dynamikę i zdolność transformowania, zdaje się stać w miejscu. Stąd mój - być może idący nieco pod prąd - pogląd.

Sama książką jest popisem wielkiej erudycji autora. W połączeniu z niezwykle bogatym materiałem literackim i wizualnym, jest dobrą (paradoks) odprężającą lekturą. Można ją czytać po kawałku, na wyrywki i w całości. Świetna rzecz na wakacje.

PPS Ostatecznie książka dotyczy kwestii najważniejszej - śmierci. Dlatego, ale przecież nie głównie dlatego, nie mogło jej na blogu apokaliptycznym zabraknąć.


_________________________
Z. Mikołejko, We władzy wisielca, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2012
Trwa ładowanie komentarzy...