O autorze
Zawodowo adwokat. W wolnych chwilach zajmuję się filozofią prawa, etyką, filozofią społeczną i filozofią w ogóle.

Uważam, że światu potrzeby jest kolejny renesans. Nic jednak nie wskazuje, aby miał on nastąpić. Dlatego ze względnym spokojem oczekuję apokalipsy. W jej obliczu większość naszych problemów staje się pozorna. Dotyczy to również problemów prawa i filozofii. Przede wszystkim o tym ma być ten blog, a co z tego wyjdzie..., zobaczymy.

e-mail: jedrek.gasior@gmail.com

Zapraszam również na mój blog związany głównie z przyrodą miejską, problemami samorządności, społeczeństwa obywatelskiego, etc. gasiorowski.e-sochaczew.pl.

Czy Gasiuk-Pihowicz i Budka wiedzą?

Fot. AG.
Wczoraj, przypadkowo nieco, pod poprzednim wpisem o śmierci demokracji na FB, jedna z czytelniczek próbowała zestawić Emannuela Macrona z najjaśniejszymi dziś po stronie opozycji postaciami w osobach Kamili Gasiuk-Pihowicz i Borysa Budki. Przy całej sympatii do dwóch ostatnich postaci, należy zadać sobie pytanie, czy jest to uzasadnione porównanie. Moim zdaniem, niestety, nie.

Na ile śledziłem kampanię francuską, a bez bicia przyznaję, że robiłem to bardzo pobieżnie, to Macron dość precyzyjnie odnosił się zarówno do problemów codziennego życia Francuzów, jak i przede wszystkim do realności świata stojącego na krawędzi zagłady klimatycznej, ekologicznej, czy po prostu biologicznej. To właśnie ta ostatnia realność napędza ostatecznie śmierć demokracji, o czym nieco szerzej pisałem poprzednio. I dlatego wodzem może być dziś ten tylko, kto ją dostrzega, a to z kolei dlatego, że ludzie, mimo potężnych mechanizmów wyparcia, choćby tylko podświadomie zaczynają zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji.



Bez względu zatem na dużą odwagę, śmiałość i niezłe umiejętności retoryczne, zarówno Gasiuk-Pihowicz, jak Borys Budka, czy choćby nieco inni, ale podobni Robert Biedroń czy Adrian Zandberg, mogą pociągnąć tłum za sobą jedynie doraźnie. Żadna trwała polityka, zdolna przeciwstawić się populizmowi tradycyjnych wartości ludzkich hord, nie powstanie poza realnością, będącą w istocie realnością zagłady i – ostatecznie – śmierci. Pomińmy w tym miejscu, że opozycja nadal nie dysponuje jakimkolwiek zarysem programu - co po "dobrej zmianie", który dotyczyłby "zwykłych ludzkich spraw", nie mówiąc o przywróceniu prawa, ukaraniu winnych jego destrukcji, czy odwróceniu skutków deform dokonywanych przez PiS we wszystkich sferach życia.

Być może przeceniam Macrona, ale (raczej) nie nie doceniam czołówki polskiej opozycji, co mówię z niepokojem. Myślenie opozycji ciągle pozostaje w obszarze mieszanki tradycyjnych wartości oświeceniowych, liberalnych i lewicowych, które, bez względu na ich estetyczne opakowanie, nie odnoszą się już do realności. Dobrze oddaje to zjawisko jeszcze ciepły post Macieja Stuhra. Pozwolę sobie przytoczyć go w całości:

Szanowni Wyborcy PiS!

Chciałbym uściślić jedną kwestię, która rzadko pojawia się w komentarzach. Mamy wszyscy świadomość, że kiedyś, za dwa, sześć lat, może nie za naszego życia, tylko naszych dzieci, kiedyś, kiedyś władza się zmieni. A prawo nie. I będzie rządzić np lewica, albo skrajna, faszystowska prawica, albo ktokolwiek inny. I wtedy ta władza, na mocy uchwalanych właśnie dziś ustaw wprowadzi swoich sędziów do Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i wszystkich innych. I to oni będą nas sądzić wedle swoich wierzeń, wyznań, swojego widzi mi się. Mamy tego świadomość, tak? Żeby potem nie było jakiegoś mazgajstwa, typu: wprowadzić trójpodział władz, a bo mi nie o to chodziło, itp, itd. Ok?


W istocie, opozycja poza taką politykę w wersji pop nie wychodzi. Nie wychodzi bo brak jej możliwości intelektualnych, bo ma za mało empatii wobec świata i ludzi, bo nie rozumie grozy nadchodzących czasów. Wiara ludzi w to, że na umierającej Ziemi zawsze będzie business as usual, jak ją w gruncie rzeczy sympatycznie wyraża Maciej Stuhr, jest jedną z najbardziej ujmujących i tragicznych cech kondycji ludzkiej. W ciągu kilkunastu kolejnych lat zmieni się i prawo i ustroje (o ile nie stoczymy się w całkowitą anarchię czy stan przedspołeczny). Klimatycznej presji nie przetrwają prawdopodobnie rodzące się na naszych oczach mniej lub bardziej pokraczne dyktatury, a pewnie za chwilę również totalitaryzmy.

Nie chodzi oczywiście o to, aby wyborców raczyć nieustannie realnością umierającej Ziemi (choć można by choć wspomnieć o Puszczy Białowieskiej i milionach wyciętych drzew), ale realność ta musi być podstawą politycznego działania i politycznej woli mocy. Niczego innego nie można dziś przeciwstawić totemom tradycji. Macron to – zdaje się – wie. Czy widzą to Gasiuk-Pihowicz i Borys Budka? W razie czego mogę się założyć.

PS. Bardzo dobrą ilustracją fantazji na temat "starego świata" jest choćby dzisiejszy wpis Michała Boni M. Boni, To idzie wolność!
Trwa ładowanie komentarzy...