Walczyć i szukać – i nie ustępować!

Fot. J. Kusz
Należę do tej grupy osób zajmujących się pisaniem o klimatycznej zagładzie i wymieraniu gatunków, w której już się nie wierzy, iż jakiekolwiek działania na rzecz ochrony Ziemi mogą odmienić nasz los. Choć widać, że pośród ludzi na całym świecie następuje przebudzenie, to jednak dzieje się to o co najmniej trzydzieści lat za późno. Kiedy ludzie mówią mi – jesteś skrajnym pesymistą – odpowiadam – owszem. Mimo to nie zamierzam składać broni. Szaleńcy będący dziś u władzy w tak wielu miejscach na świecie, którzy zaprzeczając istnieniu śmierci, przyspieszają zbiorowe samobójstwo, muszą wiedzieć, że ktoś im się przeciwstawi, nawet jeśli tylko z obowiązku.

Dużo rzeczy chodzi mi ostatnio po głowie w ogólnej beznadziei. Kiedy się ogląda te paroksyzmy niszczenia, w których dwa kraje, jakby związane bratnimi więzy, obrały całkowicie obcesowo, bezpośrednio i literalnie kurs osobliwej zemsty na przyrodzie i wszystkim co żyje (mowa naturalnie o Polsce i USA), a pozostałe markują walkę z globalnym ociepleniem, wydzierając Ziemi bez wytchnienia i miłosierdzia, co tam jeszcze zostało do wydarcia, to w zasadzie nie wiadomo, co robić. W takich chwilach, warto się czasami odwołać do sprawdzonej metody szukania pocieszenia w poezji.



Nie wiem, czy można tu mówić o jakimś trendzie, ale w kulturze, przynajmniej tej masowej, w kontekście klimatycznej zagłady, do tej pory najbardziej zafunkcjonowała (jeśli można się tak wyrazić) twórczość poetów angielskich na czele z Dylanem Thomasem, którego wiersz „Do not go gentle into that good night” pojawił się w „Interstellar” Christophera Nolana. Nie zgłębiam tematu, więc jeśli eko-kinomani i eko-czytelnicy mogą przywołać inne przykłady, to będę zobowiązany, bo przydadzą mi się również w innym dziele.



Może za wcześnie jeszcze na wielkie słowa, ale każda dodatkowa cząsteczka CO2 w atmosferze, każde wycięte drzewo, każdy kilometr stopionego lodu Arktyki i Antarktydy, każdy uśmiercony gatunek przybliża moment, kiedy rozpęta się piekło. Zanim to nastąpi, a może nawet jeszcze chwilę później, będziemy jeszcze mieli poezję.


Kiedy patrzę na przebudzenie, jakie i tak niewystarczająco szybko, powoduje i realne i symboliczne planowe niszczenie Puszczy Białowieskiej, przychodzi mi do głowy jeden z moich ulubionych wierszy. Dobrze skądinąd znany poemat Alfreda Tennysona „Ulysses”. Wypadałoby przytoczyć go w całości, ale ograniczmy się do słów najważniejszych:

Wszystko zamyka śmierć. Nim koniec przyjdzie,
Można dokonać dzieł szlachetnych wielu,
Dzieł godnych ludzi, którzy się zmagali
Z Bogami. Właśnie światło gra na skałach,
Gaśnie dzień długi. Księżyc pnie się wolno.
W krąg słychać głębin jęk. Hej , przyjaciele,
Nie jest za późno na poszukiwanie
Nowego świata! Odbijcie od brzegu
I w bruzdy dźwięczne uderzcie! Bo celem
Moim żeglować poza słońca zachód,
Pod gwiazd ulewą – potąd aż nie umrę.
A może ściągną nas na dno otchłanie,
A może statek dotknie Wysp Szczęśliwych
I jak za dawnych lat ujrzym Achilla.
Choć dużo sczezło, sporo pozostało,
I choć nie mamy tylu sił, co dawniej,
By niebo wzruszyć i ziemię – jesteśmy
Sobą w serc spójni heroicznej, które
Los sterał; wola w nich wciąż silna – każe
Walczyć i szukać – i nie ustępować.




Do postaci Odyszeusza w kontekście klimatycznej walki, chciałbym powrócić w innym miejscu. Póki co z nadzieją, że spotkam w Puszczy Białowieskiej Was – Przyjaciół w serc spójni heroicznej, Ekoterrorystów, Obrońców, Świadków i wszystkich ludzi dobrej woli za dwa tygodnie i ja wybieram się do Białowieży.

Walczyć i szukać – i nie ustępować!









________________________
Cytat, A. Tennyson, Ulysses, przeł. J. Pietrkieiwcz, [w:] Antologia liryki angielskiej 1300-1950, Warszawa 1987.

Zdjęcia: czarno-białe Jacek Kusz, pozostałe dzięki uprzejmości Marka Kossakowskiego. Dziękuję Wam obydwu!


Trwa ładowanie komentarzy...