Konstytucja i sądy funkcjonowały dobrze

W dyskusji o kształcie prawa w Polsce najbardziej zdumiewają dwa elementy. Pierwszy, że szeroko rozumiana opozycja gotowa jest traktować poważnie zmiany w prawie forsowane przez tak zwaną dobrą zmianę, drugi, że absolutnie nikt nie dostrzega, że wraz z końcem świata nieograniczonego wzrostu, prawo jakie znaliśmy, będzie zanikać. Jest również mało prawdopodobne, aby w jego miejsce pojawiło się coś innego niż czysta przemoc - czy to w formie totalitaryzmu, czy całkowitej anarchii. Ich pierwszym etapem jest droga wielu współczesnych demokracji ku autorytaryzmowi.

Mamy tu do czynienia z symptomami procesu, który w ciągu kilku, kilkunastu lat rozpęta się na dobre. Jego pierwszym etapem w Polsce okazał się być nihilizm prawny „dobrej zmiany”. Nihilizm, który jeszcze do niedawna zdawał się być kalką nihilizmu rosyjskiego, ze wszystkimi charakterystycznymi elementami: prymatem moralności nad prawem, przedkładaniem polityki ponad prawo, celowościowym spojrzeniem na prawo, czy po prostu stawianiu władzy jako tej, która chroni przed niedoskonałością prawa, ponad nim. Warto zresztą zauważyć iż nihilizm ten w wydaniu rosyjskim (a później radzieckim), zaowocował ostatecznie niemal całkowitą destrukcją prawa w bolszewickiej Rosji. Rewolucyjna świadomość w miejsce prawa co do swojej istoty niewiele się różni od podporządkowania prawu dobru „dobrej zmiany”.

Jak podkreślam, nihilizm ten zdawał się być kalką rosyjskiego, ponieważ wobec tego, co stało się w Stanach Zjednoczonych, podobne analogie okazują się niewydolne. Prawo jako względnie nieinwazyjny system regulacji stosunków społecznych musi zanikać wszędzie tam, gdzie ginie jego ekonomiczna baza. A ekonomiczna baza ginie wszędzie, bo wszędzie kończą się i zasoby, a najprawdopodobniej kończą się potrzeby dalszej nieograniczonej konsumpcji.

O ile opisane zjawiska nie mogą dziwić, to musi budzić zdziwienie, że ktoś po drugiej stronie obłędu, może poważnie traktować propozycje prawne czy prawo-ustrojowe "dobrej zmiany". Można by powiedzieć, że manipulowanie prawem przede wszystkim na etapie jego tworzenia, jakiego dopuszcza się PiS, przypomina sytuację, w której my gramy w szachy, ale nasz przeciwnik, posługując się bierkami szachowymi, gra jednak w warcaby, ale i to porównanie jest niewydolne – ponieważ przeciwnik jedynie podszywa się pod grę, używając figur całkowicie dowolnie. To, że tłum nie odróżnia gry nie budzi zdziwienia. To, że grę usiłują komentować filozofowie, teoretycy i publicyści nieco większe (choć nie aż tak znowu duże).
Znakomitym przykładem tej absurdalnej dyskusji były uwagi i zastrzeżenia kierowane (również przez wielu moich ekologicznych przyjaciół) wobec nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Nowelizacja ta w niefinezyjny sposób zniosła praktycznie ochronę przyrody w Polsce i dopuściła całkowicie niekontrolowaną wycinkę drzew. Również przygotowywana nowelizacja ustawy niczego w tym zakresie nie zmienia, ale dyskusja nadal trwa. Tymczasem celem zmian w prawie było ostatecznie zniesienie prawa i pozwolenie na swobodną sublimację społecznej (i czysto ludzkiej) agresji, która tym razem mogła rozładować się na drzewach i zwierzętach (to, że ktoś na tym zarobi jest dodatkowym atutem, ale nie najważniejszym). Innymi słowy, przy pomocy prawa, prawo zostało zniesione.

Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia na gruncie „reformy” oświaty, gdzie ustawą, przy całkowitym ignorowaniu relatywnego sukcesu gimnazjów, niszczy się owoce pracy tysięcy nauczycieli, pedagogów, wysiłki rodziców i dzieci, trwoni w sposób niewyobrażalny środki finansowe wydane na organizację gimnazjów, dojazdy uczniów. Nie ma to nic wspólnego z prawem, dlatego odnoszenie się do reformy na gruncie prawa jest dyskusją o udawanej grze w szacho-warcaby, w której nie obowiązują żadne reguły, ale jakieś figury rzeczywiście stoją na szachownicy.

Wróćmy na grunt prawa. Przygotowywana przez PiS nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa ma jeden cel. Celem tym jest podporządkowanie władzy sądowniczej władzy politycznej. Jest to tym samym ten sam cel, z którym mieliśmy do czynienia w przypadku ochrony przyrody, deformy edukacji, deformy służby zdrowia czy odbywającym się całkowicie poza prawem demontażem polskiej armii. Celem tym jest wprost zniesienie prawa i podporządkowanie procesów decyzyjnych władzy politycznej, ostatecznie skupionej w ręku jednej osoby otoczonej przez kilka innych osób mogących podejmować decyzje. Jednak nawet środowiska sędziowskie włączyły się w ów dyskurs przygotowując własny projekt zmian i podkreślając, że zmiany są potrzebne (sic!). O publicystach już nie wspominamy, ponieważ publicyści wierzą od 25 co najmniej lat, że wszystko w Polsce funkcjonuje źle i opieszale.

Jako praktykujący adwokat z daleko większym pożytkiem mogę coś powiedzieć o funkcjonowaniu sądownictwa, czy też szerzej rozumianego wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Otóż na poziomie organizacyjnym funkcjonuje on więcej niż dobrze. W zasadzie z roku na rok dawało się zaobserwować daleko idącą poprawę szybkości postępowania w każdym możliwym obszarze prawa - karnego, cywilnego, administracyjnego. Przy czym musiał to być przede wszystkim wynik pracy ludzi, od tych, którzy tę pracę organizują na poziomie koncepcyjnym, po najniższy szczebel – szeregowych pracowników sądów, prokuratur, urzędów i Policji, ponieważ wszelkie nowelizacje mające przyspieszać postępowania, przeważnie jedynie je komplikowały. Znakomitym pomysłem okazało się jednak Elektroniczne Postępowanie Upominawcze (mimo bredni głoszonych w mediach na jego temat), z uznaniem można patrzeć na coraz lepszą pracę biegłych w obszarze sądownictwa rodzinnego itp.

Również codzienne kontakty z policjantami, pracownikami prokuratur i sądów, musiałbym ocenić jako więcej niż dobre. Ilość pracy, jaką generuje system dla zjadacza chleba jest niewyobrażalna. Tymczasem system działa (nie bez wpadek stanowiących wyjątek od reguły) bardzo sprawnie. W zasadzie jedynym okresem oczekiwania jest okres w którym sprawa wchodzi na wokandę, ale kiedy już wchodzi, o ile strony nie stają na głowie, żeby ją opóźnić, toczy się sprawnie. Również zwykłą ludzką uprzejmość na poziomie pierwszego kontaktu oceniłbym jako co najmniej poprawną. Z niejakim zdziwieniem obserwuję, że wielu pracowników wymiaru sprawiedliwości naprawę wykonuje swoją pracę z zaangażowaniem i satysfakcją. Zapewne dlatego polski rząd wycofał się z największego europejskiego badania dotyczącego kondycji sądownictwa w państwach UE – bo miało ono pokazywać „zafałszowany obraz rzeczywistości”. Do tej pory bowiem Polska plasowała się w środku europejskich standardów, ale statystyki poprawiały się.

Najsłabszym punktem systemu pozostają elementy niemal niezwiązane z kwestiami ustrojowymi czy organizacyjnymi. Jako zawodowy pełnomocnik, a przede wszystkim obrońca, życzyłbym sobie może większego wniknięcia w istotę sprawy, pochylenia się nad motywami działania sprawców, innymi słowy pewnej pracy semantycznej nad sprawą, lepszej pracy biegłych, większego poszanowania uczestników postępowania przez część sędziów, a przede wszystkim umiejętnego wyjaśnienia stronom czy oskarżonym, dlaczego sąd wydał takie, a nie inne orzeczenie. Takiego, aby ludzie wychodzili z sali sądowej bez poczucia krzywdy. Rozsądne, choćby krótkie, uzasadnienie odnoszące się do tego, co strony prezentowały w postępowaniu, zdaje się być kluczem do niewielkiego przynajmniej niwelowania poczucia krzywdy, które jest wpisane w proces sądzenia. Z sądu przecież zawsze ktoś wychodzi niezadowolony, chodzi o to, żeby nie opuszczał jego murów skrzywdzony i upokorzony. Mimo tych zastrzeżeń, trafiają się w naszej pracy dni, kiedy postawa sądu, orzeczenie i jego uzasadnienie, pokazują że sąd jest tym, czym być powinien – ostoją rozumu, powagi i sprawiedliwości, ale również koniecznego minimum empatii do stron i pewnego dystansu do swojej roli. Prawidłowo funkcjonujący wymiar sprawiedliwości nie powinien uciekać od takiej samooceny.

Bez względu na te okoliczności większa część sędziów i prokuratorów to ludzie, którzy wiedzą co robią i robią to dobrze. Nie ma w tym miejscu ani sensu, ani potrzeby przytaczać oczywiste fakty, że w sprawach cywilnych przynajmniej jedna ze stron procesu najczęściej jest niezadowolona z obrotu sprawy, że skazany w procesie karnym co do zasady raczej nie będzie tryskał entuzjazmem. To dlatego nie ma grupy zawodowej bardziej podatnej na ataki polityków, jak sędziowie. Takim samym podlegaliby również prokuratorzy, gdyby Prokuratura była nadal niezależną częścią wymiaru sprawiedliwości. Ale nie można tego już powiedzieć o komornikach, których profesja jest jeszcze bardziej niewdzięczna, niż sędziów, a którym już dziś państwo jako także zaczyna utrudniać wykonywanie zadań, co ostatecznie doprowadzi w pierwszym rzędzie do uniemożliwienia prowadzenia jakichkolwiek egzekucji, a w dalszej konsekwencji poważnie ograniczy i osłabi obrót gospodarczy.

Mówiąc wprost, wymiar sprawiedliwości w Polsce przeszedł w ostatnich latach poważne zmiany, które czyniły z niego jeden z najsprawniej działających elementów państwa. Dziś, patrząc na odrażającą moralnie nagonkę na sędziów, komorników, która ostatecznie rzutuje na pracę również szeregowych (naprawdę ciężko pracujących pracowników sądów, policji, prokuratur, kancelarii komorniczych), ma się poczucie nie tylko wołającego o pomstę do nieba trwonienia kapitału i pracy ludzkiej, ale zwykłej ludzkiej rozpaczy. Tej samej, która towarzyszy obserwowaniu niszczenia edukacji, armii, przyrody. Na owoce destrukcyjnych działań nie trzeba będzie długo czekać.

Równie absurdalna jest dyskusja o zmianach w Konstytucji. Konstytucji, która okazała się niebywałym sukcesem i w sposób niezwykle skuteczny zapewniała równowagę sił między organami państwa i – w znacznej mierze – w sposób rzeczywisty chroniła prawa obywatelskie. Większość jej wad, to w istocie zalety niepozwalające na wprowadzenie w Polsce rządów autorytarnych. Jak pokazał ostatni rok okazało się to możliwie dopiero po jej całkowicie oczywistym pogwałceniu w wielu obszarach. Kiedy czyta się komentatorów z lewicowo-liberalnej strony publicznej debaty, zaangażowanych w nią bez reszty, można jedynie z politowaniem pokiwać głową, że dają się wciągać w szaleńczy dyskurs.

Ze wszystkich przywołanych wyżej powodów warto dziś zastanowić się, czy prowadzenie dialogu z ową zaplanowaną destrukcją, polityczną zemstą, żądzą zawłaszczenia wszelkich obszarów życia, na gruncie dyskursu prawnego, prawniczego czy na płaszczyźnie administrowania czy zarządzania państwem i jego działalnością, jest adekwatnym językiem i czy przypadkiem nie uwiarygadnia obłędu.
Trwa ładowanie komentarzy...