Humanizm umiera

Fot. Bartłomiej Krawczyk
Muszę przyznać, że będąc skądinąd w awangardzie pesymistów, wydawało mi się, że zmiany będą zachodzić nieco wolniej. Tymczasem okazało się, że wzniosłe hasła humanizmu, który na dobrą sprawę osiągnął względny sukces dopiero pod koniec XX wieku, opierały się na jednym czynniku – nieskrępowanym wzroście gospodarczym opartym na rabunku zasobów naturalnych i holokauście przyrody. Kiedy pierwsze się kończy, a drugie umiera, musi umrzeć również humanistyczna nadbudowa.

Dlatego, kiedy patrzę na opozycję polską, ale również tę światową, przeciwników Brexitu, amerykańskich demokratów i innych niedobitków czy to w Turcji czy Rosji, nie mogę pozbyć się uczucia zażenowania. W miażdżącej większości grupy te pogrążone są w zdychających na naszych oczach ideach nienaruszalnej godności jednostki, praw człowieka i obywatela, demokracji, państwie prawa i tym podobnych fantazmatach, które jako wytwór zbiorowej wyobraźni funkcjonować mogły o tyle, o ile rozmnożone ponad miarę grupy inteligentnych małp homo sapiens, mogły realizować swoje przepastne pragnienia pożerania, dominacji, zemsty i okrucieństwa nie na samych sobie, a na świecie przyrody.



Wystarczy spojrzeć na pierwszą z brzegu prasę czy medium, które od biedy można utożsamiać ze środowiskami opozycyjnymi. W tym świecie nic się nie stało – to nadal dziwne, że ludzie (w Australii!) nie bronią imigrantów na ulicy, ryzyko śmierci kobiety wzrasta wraz z zawarciem małżeństwa, a Kościół pozwala sobie na to, na co sobie pozwala, bo mu na to pozwoliliśmy. Na łamach prezentującego skądinąd myśl wyższych lotów „Tygodnika Powszechnego” kwestia klimatycznej hekatomby nie pojawia się w zasadzie w ogóle, próbuje się tu rozmawiać z Kościołem (ustami Adama Michnika), a śnieg nie pada jedynie incydentalnie (mimo iż nie pada od kilku lat i nie będzie już padał). W „Newsweeku” grupa uzdolnionych skądinąd celebrytów staje w obronie demokracji, autorytetów, edukacji. Dialektyka jasnej i ciemnej strony mocy jest w tej grupie rzeczą tak nieznaną, jak długopis w średniowieczu. Zjadacze chleba broniący demokracji nie istnieją, a przekonanie, że ktoś poskromi uliczną przemoc i wszechobecne, obcesowe, literalne chamstwo silniejszych jest niezwykle żywe. Kto miałby to zrobić - nie wiadomo.

Powiedzieć, że mamy tu do czynienia z zapaścią intelektualną – to nic nie powiedzieć. O ile myślenie i dialog tak czy siak są jedynie ludzkimi rytuałami, z których przy okazji jedynie coś wynika, to myślenie i działanie tej światowej opozycji intelektualnej, naukowej i politycznej jest niczym kanoniczny zapis obrzędu religijnego – nie zmienia się nigdy bez względu na okoliczności. Tyle tylko, że to religia słabych bogów. Religia Trumpów, Putinów i Kaczyńskich jest o wiele silniejsza, bo oparta jest na tych bóstwach, które przetrwały wielką dekonstrukcję. Ani prawu, ani demokracji się to nie udało.

Rozmawiam z wieloma sympatykami opozycji, próbuję zabierać głos w internetowych dyskusjach. Robić to można jedynie z metapoziomu, bo jasno widać, że nie lęgnie się tam jakakolwiek nowa idea, a to, dlaczego świat społeczeństwa otwartego musiał upaść, nie podlega jakiejkolwiek analizie. Z tej prostej przyczyny – że był to i jest dogmat! Zwolennicy starego świata nie będą się nim zajmować, tak jak katolicy nie będą negować dogmatu o Trójcy Świętej. Jakiekolwiek najbardziej skromne próby skruszenia utrwalonego poglądu wiążą się co najmniej z niechęcią, a często również z agresją. Plemię opozycji również nie lubi, by przeszkadzać mu w obrzędach, tyle tylko, że w przeciwieństwie do religii wygrywających, jego obrzędy nie mają już żadnego znaczenia. O doraźnych przyczynach klęski politycznej, społecznej i kulturowej rozmawiać można tylko w trybie – to wina dobrze zorganizowanego wroga. Nasza – w najmniejszym stopniu!

Wraz z śmiercią humanistycznych dogmatów, umiera również nauka. Powrót do zamkniętego wszechświata (tego makro i tego mikro) jest widoczny (z małymi wyjątkami) wszędzie. Powszechne szkolnictwo było od początku jedynie narzędziem socjalizacji na modłę kapitalizmu i - przez chwilę – socjalizmu (bądź innych idei). Nigdy, nawet przez moment nie było tam mowy o integralności człowieka i świata. Związek nauki z życiem miał tam wymiar jedynie praktyczny – ile i jak wyprodukować, żeby to dobrze sprzedać i porządnie się najeść. Dziś nie jest nawet tym. To już tylko przybudówka Kościoła i zbudowana na nowo Izba Pamięci Narodowej. Nauki przyrodnicze istnieć w niej będą jedynie jako przykrywka edukacyjnej zbrodni na młodzieży i dzieciach.

Obok odrodzenia faszyzmu od Appalachów po Kamczatkę, mamy do czynienia z frenetycznym wręcz atakiem antyracjonalizmu i antyempiryzmu. Jej łupem padają przede wszystkim medycyna i farmacja, ale również fizyka i biologia. Ekologia, która od zawsze była jedynie listkiem figowym nieograniczonej eksploatacji, zostaje całkowicie zanegowana. Na całym niemal świecie likwiduje się nauczanie i badania antropogenicznej zmiany klimatu prowadzącej wprost do szóstego masowego wymierania, które – nie miejmy co do tego złudzeń – nie ominie nas jako gatunku.

W Polsce, przy narastającym smogu, który zabija już dziś, a w ciągu najbliższych kilku lat będzie zabijał na potęgę, wprowadza się „prawo” pozwalające na wycinanie niemal wszystkiego, czego jeszcze nie udało się zniszczyć. Czy ludzie mogą walczyć ze smogiem wycinając drzewa? Otóż mogą – i to właśnie będzie się działo nad Wisłą. Czy można domagać się prawa do wycinania wszystkiego co popadnie, a jednocześnie prawa do czystego powietrza? Oczywiście, że można. Będziemy się dusić, chorować, dzieci i starsi będą cierpieć i umierać, ale drzewa, drzewa Polacy będą wycinać, aż Polska zamieni się w step, a potem w pustynię. Tak wygląda anytracjonalizm, antyempiryzm, antypragmatyzm, szaleństwo. To, że z Polski wcześniej czy później wyjadą wszyscy imigranci o innym kolorze skóry jest oczywiste, ale – w miarę postępowania zmian klimatycznych – na ulicach pojawią się również marsze pokutne, jako ubogacenie świata już nie sprzed oświecenia, ale sprzed renesansu.

Ta śmierć humanizmu (związana integralnie z szóstym wymieraniem, globalnym ociepleniem i kończeniem się zasobów) pozostaje całkowicie nierozpoznana przez środowiska opozycyjne – nie tylko zresztą polskie. Ani pokaźne skądinąd środki finansowe, ani liczne think tanki, ani wspierający opozycję uniwersyteccy humaniści bądź niedobitki dawnej inteligencji nie mają o niej najmniejszego pojęcia. Wydaje im się, że obecność potwora w pokoju można przetrwać chowając się do rana pod kołdrą. Potem przyjdzie mama i wszystko wróci do normy. Ale mama nie żyje.

Błąd ten wynika z tego, że to co moglibyśmy określić mianem społeczeństwa otwartego i zamkniętego opierało się na tym samym paradygmacie – paradygmacie nieograniczonego wzrostu. W świecie, w którym wzrost się skończył, społeczeństwo zamknięte wygrywa bo obiecuje powrót do starych bogów i do nieskrępowanego manifestowania nienawiści (zamaskowanej przez ostatnie siedemdziesiąt lat kompulsywną konsumpcją), przy okazji oferując fałsz, że rabunek zasobów może trwać nadal i bez konsekwencji.

Gdyby opozycja chciała być prawdziwą opozycją, musiałaby ów paradygmat odrzucić i przemyśleć. Musiałaby zanegować humanizm dotychczasowy i powołać do życia nowy – będący w istocie swoistym antyhumanizmem. Humanizmem, który opierałby się na ograniczeniu. Czy taka idea jest możliwa w świecie agresywnych inteligentnych ludzkich małp? Absolutnie nie, tym niemniej jest to jedyna idea, którą można przynajmniej próbować przeciwstawić antyracjonalnemu, antyempirycznemu, antyludzkiemu wreszcie faszyzmowi końca. O czymś takim – co jest całkowicie ewidentne – nie ma dziś najmniejszego pojęcia jakikolwiek polityk na świecie (jakieś przebłyski bez żadnego przełożenia na działanie polityczne pojawiły się tylko u Franciszka), nie wyłączając sympatycznej, acz coraz bardziej zagubionej grupki siedzących w ciemnościach w sejmowej sali na Wiejskiej.

PS Gdzieś na obrzeżach debaty pojawiają się oddolne, niepolityczne na razie inicjatywy, próby, idee, które uwzględniałyby opisaną przemianę świata. Wspominam o nich dla porządku i oddania sprawiedliwości. Polityka nie zdoła już wyjść poza rytuał my – oni – nasza święta racja.
Trwa ładowanie komentarzy...