Kiedy oczywiste staje się oczywiste

Kiedy oczywiste staje się oczywiste, homo sapiens reaguje zawsze tak samo. Odrzuca oczywiste. Realność rozpętującej się klimatycznej zagłady również zostanie odrzucona w każdym z możliwych sensów. Naukowcy, którzy bezradnie próbowali ją opisać, będą szykanowani. Wysoce prawdopodobne, że na tym się nie skończy.

To, co dzieje się dziś w Aleppo, w Turcji, na granicy rosyjsko-ukraińskiej, początek odrzucenia demokracji w świecie Zachodu ma swoje doraźne bezpośrednie przyczyny. Zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy jako przyczynę upadku Zachodu, wskazują coś co na roboczo nazwałbym zanegowaniem różnicy. Zanegowanie różnicy było nowoczesną quasi-religią, która musiała ulec swoim bardziej tradycyjnym formom – narodowi, przekształconym mitom i opowieściom żydowskim, niezrozumiałej dla Zachodu religii islamu, powierzchownej, ale silnej parareligijnej symbolice faszyzmu, a przede wszystkim biologii homo sapiens, która domaga się silnej i jednoznacznej symbolicznej grupowej tożsamości.



Mimo to jest głębsza i daleko silniejsza przyczyna tego, że w Aleppo, na rękach rodziców, umierają dziś dzieci. Choć współczuję bardzo ginącym tam ludziom, nie łudziłbym się, że syryjskie miasto będzie czymś wyjątkowym na mapie świata. Ostateczną i fundamentalną przyczyną, na którą od lat bezskutecznie próbuję wskazywać (nie tylko ja naturalnie), jest coraz silniejsza podświadoma wiedza o wyczerpaniu biologicznych możliwości życia na Ziemi w jego obecnej formie oraz osiągnięcie fizycznych granic wzrostu.

Przy czym wiedza to słowo o tyle nie najlepsze, że chodzi tu raczej o czysto biologiczny niepokój śmierci, tyle że śmierci spotęgowanej. Bez względu na to, jak bardzo przedstawiciele homo sapiens potrafili pastwić się nad życiem (w tym nad przedstawicielami swojego gatunku), po raz pierwszy instynkt podpowiada im, że nie ma już kolejnych drzew do obgryzienia z owoców. Że tym razem chodzi o zagładę całego gatunku. Musi to rodzić dodatkowy niepokój, którego ludzie będą starali się pozbyć znanymi sobie metodami. Najbardziej zasadniczą pośród tych metod jest wojna. Dlatego też nie ma wątpliwości, że zanim pochłonie nas gniew Gai, rozstrzygniemy losy ludzkości we własnym zakresie. Będziemy ratować siebie zabijając innych. Czyli siebie.

Część populacji, zdająca sobie sprawę z opisanych okoliczności, jest tak niewielka, że wszelkie próby ratowania sytuacji, na co wskazuje przede wszystkim przypadek Stanów Zjednoczonych, muszą spełznąć na niczym. To zabawne, że ostatnią nadzieją dla Ziemi są dziś bardziej Chińczycy, niż całkowicie zagubiony Zachód.

Powrót na polskie podwórko obrazuje przywołane zjawiska równie dokładnie. Podświadomość zagłady przybrała u nas formę sporu między starym a nowym. Między niezmodernizowanym a zmodernizowanym, nieoświeconym a oświeconym (które po drodze zgubiło swoje oświecenie). Świat ekonomii i polityki pozostają w całości w fantazmacie Ziemi jako wiecznego domu i fantazmacie świata bez granic wzrostu. W wystąpieniach działaczy opozycyjnych nawet przez pomyłkę nie pojawiło się odniesienie do hekatomby środowiska naturalnego, jaką krok po kroku realizuje PiS. Prostowanie rzek, wycinka puszczy, pozwolenie na nieskrępowane w najmniejszym stopniu usuwanie resztek drzew, (tych, których jeszcze nie wycięto w okresie 25 lat modernizacji), całkowite odejście od OZE na rzecz węgla. Telewizyjni eksperci od ekonomii o fakcie wyczerpania możliwości fizykalnych nie mają pojęcia tak dalece, że umieszczanie ich już tylko w mentalności w wieku XX jest daleko idącym nadużyciem.

Kiedy oczywiste staje się oczywiste, ludzie wybierają tych, którzy oficjalnie stwierdzą nieprawdziwość oczywistego. Arktyka i Antarktyda nie rozpadają się, lodowce nie topnieją, ocean nie dusi się i nie zakwasza, ziemia nie wysycha i nie pustynnieje, lasy nie znikają i nie palą się. Każdy, kto twierdzi inaczej, musi zginąć. Póki co to śmierć symboliczna, otoczenie nadzorem, obcięcie funduszy (do czego intensywnie przygotowuje się administracja Donalda Trumpa). Ale, kiedy fakty będą przemawiać z większą mocą, trzeba będzie je mocnej zanegować. Tutaj powrócimy do wzorców naszych przodków. Wszyscy którzy ostrzegali przed zagładą, zostaną uznani za złych proroków i straceni w ofierze lepszego losu.

Obejrzałem dziś „Łotra 1”. Niepozbawiony wad obraz pokazał, jak wielkim nieporozumieniem było „Przebudzenie mocy”. Film jest na tyle wciągający i sugestywny, że seans zakończyłem prawdziwie wzruszony. „Łotr 1” to dobra epicka opowieść o poświęceniu młodych ludzi. W filmie poświęcenie nie okazuje się bezowocne. Nadzieja istnieje.
Trwa ładowanie komentarzy...