Głupota denialistów – część III – ciepełko

Fot. AG.
Wszystko to, co jako populacja homo sapiens myślimy i mówimy o globalnym ociepleniu, obnaża wiele prawd o człowieku, ale w pierwszym rzędzie tę, że edukacja jako taka, która przecież w mniejszym czy większym zakresie jest prowadzona na całym świecie, nie skutkuje u większości populacji minimalnym nawet przyswojeniem prawa być może najważniejszego - że rzeczy, zjawiska, fakty i zdarzenia łączą się ze sobą. Tak też ludziom wydaje się, że wzrost temperatury atmosfery ziemskiej spowoduje to tylko, że będzie im cieplej. A większość ludzi uwielbia ciepełko.

Musi to być, jak mi się wydaje, jakiś straszliwy atawizm, bo przecież już setki (a może i tysiące) lat temu udało nam się wyrwać ze strachu przed morderczym zimnem. Przekształciliśmy świat tak, że od zimna się nie umiera (wyłączając skrajną biedę, alkoholizm, ekstremalne wyprawy). A jednak większość ludzi cieszy się z nieustannego ciepła, a spadek temperatury traktuje jako osobistą, wymierzoną w nich niedogodność.


Przywoływanie w tym miejscu w rozmowie z miłośnikiem ciepełka pojęć ekosystemów, związków między nimi, zasadniczego dla przyrody faktu zwalniania metabolizmu większości gatunków zwierząt i roślin w okresie zimowym, konieczności istnienia lodu i śniegu dla całego przyrodniczego obiegu, cyklów życia, a także najzwyczajniej w świecie dla rolnictwa, jawi się coś więcej niż jako głupota. Bo głupota ma jakieś znaczenie. Można się z niej pośmiać. Przeciętny miłośnik ciepełka związków tych nie rozumie tak dalece, że przekaz słowny, tekstowy, czy choćby obrazowy opisujący te zjawiska nie niesie dla niego jakiegokolwiek znaczenia, innymi słowy – nie istnieje.

Teraz, kiedy globalne ocieplenie, a w istocie szóste wymieranie, staje się już całkowicie oczywiste, przywoływanie tego, co pisali ludzie jeszcze kilka lat temu o gajach mandarynkowych w strefie umiarkowanej, winnicach i palmach, nie może być już nawet żartem, ale dla porządku wywodu i spójności „Głupoty denialistów” warto jeszcze o tym wspomnieć. Tak czy siak, ludzie wzrostu temperatury nie kojarzą ze śmiercią. Kojarzą go z plażą, piciem drinków (upijaniem się), seksem, tańcem i zabawą.

Atawizmy atawizmami, ale nie można pominąć tresury, którą ludzkiej masie zafundowały media, korporacje i wszelkiej maści handlarze chłamu, na czele z masową turystyką. Tutaj liczył się tylko upał, a spadek temperatury o kilka stopni, czy kilka kropli deszczu zawsze były „załamaniem pogody”. Wynika to najprawdopodobniej z tej prostej przyczyny, że kiedy jest cieplej, ludzie kupują i konsumują więcej dóbr. Rodzą się i na tym gruncie pewnie sprzeczności, bo turystyka zimowa zaczyna już odczuwać brak, hm… zimy, ale bilans jest taki, że im cieplej, tym większa konsumpcja. I – oczywiście – im większa konsumpcja – tym lepiej. Na marginesie warto jeszcze zauważyć, że im większa konsumpcja, tym cieplej.

Co jeszcze budzi moje zdziwienie, to że ludzie tak łatwo zapomnieli i odrzucili zimowo-letni cykl życia. Życie, niemające przecież żadnego sensu, dzięki absurdalnemu pięknu i powtarzalności przemian przyrody, uzyskiwało przynajmniej jego namiastkę. Zima była czasem odpoczynku i refleksji. A przynajmniej wydawało się, że była. Dzisiaj ciepło jest czymś zamówionym, umową zawartą z państwem (lub organizatorem turystyki), której złamanie powoduje zdenerwowanie konsumenta. Konieczność odśnieżania, zakładania cieplejszych ubrań i innych rzeczy utrudniających konsumpcję to jeszcze większy stres.

W upale żyje się cały czas , nieprzerwanie. Odpoczynek jest zakazany, a aktywność jest wartością samoistną. W upale jest się cały czas przebudzonym. Sen to przecież strata czasu. Tyle tylko, że kiedy się nigdy nie śpi, kiedy się nigdy nie odpoczywa, w nas i wokół nas budzą się demony. W ponurym świecie zimy bez zimy, złowrogiego ciepła i otępiałych, okaleczonych drzew, musi się obudzić coś złego. I budzi się.

Póki co, ciepełko jest takie, że wczoraj obudziła się u nas, chyba jakaś ochotkowata, która to ochotkowata zaraz sobie umarła. Jak podkreślają wszelkiej maści denialiści, w tym denialiści miłośnicy ciepełka, wszyscy kiedyś umrzemy. I w tym nie można odmówić im racji.

PS Nadal pracuję nad zmianą nazwy serii, ale wbrew pozorom najwięcej czasu zabierają sprawy, które można rozwiązać cięciem miecza. „Denialiści” są męczący dla polskiego ucha, a też nie każdy rozumie, o co chodzi. Skoro jednak, wielu nie rozumie, że upał nas zabije i że chodzi o całą populację, to być może nie jest to aż tak istotne.
Trwa ładowanie komentarzy...